2 lutego 2020, w dzień w którym publikuję ten post, mijają trzy lata odkąd rozpocząłem swoją niesamowitą przygodę z fitnessem. Okres ten bez wątpienia wywrócił mój świat do góry nogami i zmienił podejście do wielu rzeczy. Zmieniłem się ja, jako człowiek, dojrzewając jak nigdy wcześniej i przewartościowując swoje życie. Post ten to preludium do znacznie większej historii, którą chciałbym Ci przedstawić, ale spokojnie, przyjdzie na to czas. Póki co opowiem o tym czego nauczyłem się w ciągu trzech lat na siłowni oraz jak ukształtowała się moja fitness filozofia.

Na wstępie zaznaczam, że nie będę w tym poście omawiał technicznych aspektów treningu, o tym kiedy indziej. Niniejszy artykuł traktować ma o mentalnej roli sportu i jego istocie w życiu codziennym.

Szczerze mówiąc sam jestem ciekaw na ile szczerości i otwartości pozwolę sobie na tym blogu i dokąd mnie to zaprowadzi. Zaczynamy!

Sportowe życie

Sport towarzyszył mi przez większość mojego życia, a moją pierwszą miłością jest koszykówka. NBA śledzę od około 1995-96, tak długo, że nawet nie pamiętam już dobrze początków.

W drugiej połowie lat 90tych boisko było place to be. Starsi koledzy mieli fajne buty, co miesiąc kupowaliśmy Magic Basketball i Pro Basket, wieszaliśmy plakaty, graliśmy nawet zimą, w czapkach i rękawiczkach. W liceum były WueFy, zawody i mecze po lekcjach. Lubiłem też grać w ręczną, ale ten temat nigdy się nie rozwinął.

Po szkole średniej przeszedłem swego rodzaju sportową zapaść. Rozeszły się ludzkie drogi, studia, praca i znacznie więcej melanżu. ZNACZNIE.

Fatalna dieta, używki i brak snu zmieniły szczupłego chłopaka w osobę o bodaj najgorszym typie sylwetki – skinny fat. 

Cóż, byłem młody, byłem głupi (no kuuurła), życie towarzyskie kwitło i jakoś mi to nie przeszkadzało. Jednak dekada na melanżu zrobiła swoje. Taki tryb życia cholernie mnie zmęczył i znudził.

Zacząłem czuć, że muszę coś zmienić…

Trudny start

Zawsze byłem swoim największym krytykiem i, niestety, perfekcjonistą. Jak się okazuje, jest to kombinacja zabójcza dla samooceny. Stan w jakim znajduje się Twoje ciało ma dużo większe znaczenie dla Twojego codziennego samopoczucia niż jesteś gotowy/wa przed sobą przyznać.

Pierwszym krokiem do poprawy własnej sytuacji jest jej zrozumienie.

Kiedy znużony swoim trybem życia podjąłem decyzję o zmianie opartej na poprawie żywienia i zwiększeniu aktywności fizycznej, nie skoczyłem od razu na głęboką wodę. Niemniej jednak wyłączenie określonych produktów z diety i lekki domowy trening przyniosły pierwsze rezultaty.

Zachęcony poprawą, po około roku, zrozumiałem, że aby kontynuować progres, muszę wykonać kolejny duży krok.

Tak oto, pewnego dnia wracając z centrum, złamałem mentalną blokadę i wstąpiłem do osiedlowej siłowni żeby zobaczyć co oferuje.

Light weight, baybay!

Swoją przygodę z siłownią zacząłem w polskim Gold’s Gym, klubie Radka Słodkiewicza, który pomimo bycia gwiazdą kulturystyki w Polsce jest bardzo skromnym, normalnym i przystępnym facetem.

Trudno mi jest wyobrazić sobie lepsze miejsce dla kogoś, kto chce się poważnie zająć treningiem siłowym. W Słodkiewicz Gym praktycznie każdy jest w lepszej formie od Ciebie i podnosi ciężkie. Ja potraktowałem to jako motywację i okazję do nauki.

Aktualnie trenuję w sieciówce, ponieważ poczułem zwyczajnie potrzebę zmiany otoczenia i od razu zauważyłem różnicę w profilu klubowiczów. Nie jest to żaden hejt, a zwykła obserwacja. Nieważne, pamiętajcie, że wszystkim nam się uda!

Fitness filozofia

Uff, w końcu dotarłem do chyba najważniejszej części tego posta. O co zatem chodzi w tej całej siłowni? Po co w ogóle podnosić i pchać te ciężary? Na co to komu?

Warto abym w tym miejscu zaznaczył, że hołduję jednej z filozofii Platona, a mianowicie potrzebie bycia uczonym atletą. Według niego, ktoś kto jest tylko atletą jest zbyt szorstki i surowy. Uczony natomiast jest zbyt miękki i niemęski. Idealny obywatel łączy cechy obu.

Detektor kłamstw milczy.

Fascynuje mnie ludzkie ciało. Dobrze rozwinięte jest piękne również w nieerotyczny sposób. Jest coś niesamowitego w tym jak wszystkie jego części współgrają i pozwoliły nam zdominować planetę jako gatunek. Oczywiście odpowiedzialny jest za to głównie układ nerwowy z mózgiem na czele, ale mięśnie są w pewnym stopniu władzą wykonawczą no i estetyką samą w sobie. (RIP Zyzz)

Sześciopak jest świetną oznaką wiedzy o żywieniu, dyscypliny, no i o dobrych genów.

Co więcej, zajebista forma fizyczna jest warta admiracji, ponieważ jest jedną z niewielu rzeczy, których nie można kupić. Wymaga ona ciężkiej pracy i poświęcenia.

Rozmawiałem ostatnio na siłowni z ziomkiem, który przygotowuje się do zawodów i różnie bywa z jego samopoczuciem. Powiedział, że kulturystyka to pojebany i drogi sport, ale uwielbia całą otoczkę wokół niego, codzienną walkę z samym sobą i stawanie się lepszym, co przenosi się również na inne aspekty życia.

Podbijam.

Dla mnie siłownia jest jednym ze sposobów na maksymalizację swojego potencjału, a jest to coś, co powinno być na liście zadań każdego człowieka. W praktyce, większość ma wymówki, a nie wyniki.

Widziałem na treningu gościa bez nogi, widziałem gościa bez ręki, który sam zakładał sobie sztangę na rack, a Ty co, dalej masz brzuszek?

Od cielesności nie da się uciec. Możesz uczynić z niej więzienie lub wehikuł eksploracyjny. Jest ona kluczowym elementem doświadczenia zwanego życiem. Widuję na siłowni całe spektrum sylwetek – od takich z gałązkami w miejscu kończyn, po chorobliwie otyłe i wiesz co, cholernie szanuję walkę każdej z tych osób.

Wnioski

A zatem czego nauczyłem się w ciągu trzech lat na siłowni?

Na pewno poznałem lepiej siebie, swój umysł i ciało, sprawdziłem i nadal sprawdzam do czego są zdolne.

Zmieniłem nawyki żywieniowe na resztę życia i nie mogę wystarczająco mocno podkreślić jak bardzo jest to istotne.

Stałem się pewniejszy siebie i silniejszy, mentalnie i fizycznie.

Zrobiłem i przeżyłem rzeczy, które nie stałyby się częścią mnie gdyby nie trening.

Czuję, że to błogosławieństwo, że na tym etapie życia nadal mogę chwytać sztangę i co ważne czerpać z tego przyjemność. Aktywność fizyczna jest wspaniała i dopiero niemożność jej uprawiania uwypukla jej prawdziwą wartość.

Fitness to zdecydowanie styl życia. Nie twierdzę, że jedyny słuszny, ale na pewno dający wiele satysfakcji. Problem polega na tym, że większość ludzi nie widzi nic złego w byciu przeciętnym i posiada zerowe ambicje na zmiany.

Chociaż w sumie… ambicje są tanie. Każdy by chciał, ale mało kto posiada cierpliwość, determinację i kontrolę nad samym sobą żeby zobaczyć efekty, nie tylko na siłowni.

Chciałbym tym samym i Ciebie, czytelniku, zachęcić do zmian, zmian na lepsze. Mam szczerą nadzieję, że zaciekawił Cię ten post i wrócisz po więcej, bo będzie tu można poczytać nie tylko o treningu.

Do następnego! 

Udostępnij